AENIGMA
(Aenigma)

Mort


Reżyseria:
Lucio Fulci

Scenariusz:
Lucio Fulci
Giorgio Mariuzzo


Obsada:
Jared Martin
Lara Naszinsky
Ulli Reinthaler
Sophie d' Aulan


Kraj:
Włochy

Rok produkcji:
1987

Czas trwania:
86 minut

Zrecenzowano:
13.03.2006

          Słabszy okres w twórczości Fulci'ego, który rozpoczął się od nakręcenia "Dziecka Manhattanu" i trwał właściwie aż do śmierci reżysera w 1996 roku, nie oznaczał, że każdy horror spod ręki Ojca Chrzestnego Gore był fatalną pomyłką. Poza przesiąkniętym krwią, rozrywkowym "A Cat in the Brain", w którym reżyser zagrał samego siebie, czy interesującym "When Alice Broke a Mirror", dla mnie również mniej znana i powszechnie krytykowana "Aenigma" jest filmem, któremu należy się, lekko naciągnięta, ale jednak, pozytywna ocena. Nie jest to może kino pierwszego sortu, nie jest to nawet kino drugiego sortu, niemniej przyjemność z oglądania "Aenigmy" jest dużo większa niż większości późniejszych filmów Fulci'ego na czele chociażby z "Sodoma's Ghost" czy "The Sweet House of Horrors".
          Wyśmiewana i pogardzana przez swoje koleżanki z żeńskiego college'u uczennica, Kathy Wise, pada ofiarą bezmyślnego żartu, w następstwie którego zostaje potrącona przez samochód i ląduje w szpitalu w stanie śpiączki. Niedługo potem do wspomnianej szkoły przyjeżdża nowa, atrakcyjna dziewczyna. Wraz z jej przybyciem wkrótce dochodzi do fali mordów i niewyjaśnionych zdarzeń. Nikt zdaje się nie podejrzewać, że piękna Eva Gordon w rzeczywistości jest tylko narzędziem bezlitosnej zemsty ze strony podłączonej do medycznej aparatury Kathy...
          Jeśli ktoś zapoznając się z powyższym streszczeniem odniósł wrażenie jakby właśnie przeczytał zmodyfikowany opis "Carrie", spieszę poinformować, że wcale nie jest jedyny. Podobne odczucia miałem i ja, tyle że jak dla mnie "Aenigma" jest tylko zubożoną wersją klasycznego już filmu De Palmy. I to na dodatek zubożoną podwójnie. Po pierwsze, historia nastolatki mszczącej się na swoich koleżankach za głupi żart, który w konsekwencji doprowadził do tragedii jest spłaszczona do poziomu zwykłej vendetty: "odpłacę im pięknym za nadobne", na dodatek pozostawiającej niektóre motywy fabularne w sferze domysłów i niejasności: relacje pomiędzy wyszydzaną uczennicą a Evą nie są bliżej przedstawione, rola matki Kathy, która pracuje jako dozorczyni w szkole (i co jakiś czas pojawia się z idiotycznie świecącymi oczami) również pozostaje niejasna. Po drugie to kino Fulci'ego pozbawione w dużej mierze charakterystycznego dla włoskiego mistrza stylu, do którego zdążył nas przyzwyczaić swoimi niektórymi kapitalnymi filmami. Widoczny niedostatek gore, które w "Aenigmie" pojawia się dość sporadycznie i to dopiero pod koniec projekcji, brak ponurej, gęstej atmosfery, pominięcie typowych dla kina Fulci'ego elementów i znaków rozpoznawczych, poza może jednostkowymi przypadkami, czy też zamiana fantastycznej zazwyczaj oprawy muzycznej na zupełnie nie pasujące do całości niejakie pioseneczki. To co się ostało z kina Fulci'ego to epizodyczna rola reżysera, który wciela się w postać jednego z inspektorów badających nagły zgon nauczyciela wychowania fizycznego, brak spójności opowiadanej historii, czy raczej ewidentne lekceważenie elementarnej logiki przy przedstawianiu wydarzeń, oraz walka z ograniczeniami wynikającymi z niezmiernie niskiego budżetu. Bo w "Aenigmie" są pomysły naprawdę dobre, może i ujmujące prostotą, ale za efektowne: mężczyzna zaatakowany przez własne lustrzane odbicie, ożywająca rzeźba, która przyprawia o obłęd jedną z bohaterek i kilka innych koszmarnych halucynacji. Ale drzemiący w filmie potencjał został parszywie wychłostany przez finansowe niedogodności. Atmosfera grozy, której zalążek da się odnaleźć w niektórych momentach, zostaje rozwiana przez tanie, tandetne triki i pozostaje nam obcować jedynie z wyraźnie sztucznymi odciętymi głowami, manekinami wyrzucanymi przez okno, facetem przebranym za rzeźbę... O ile lepiej by się to oglądało gdyby w ramach budżetu Fulci zamiast miedziaków dostawałby banknoty o sensownych nominałach nietrudno jest się domyśleć. Mimo, muszę się przyznać, że akurat dla mnie nie był to aż tak duży problem i te kilka scen obejrzałem z pewną satysfakcją.
          O ile jednak jestem w stanie zrozumieć finansowy deficyt wpływający na jakość wykonania, to nie mogę przyjąć do wiadomości, że Lucjan kładzie kawę na ławę już na początku filmu. Owszem domyśleć się, że główna bohaterka jest wcieleniem pogrążonej w śpiączce uczennicy trudno nie jest odgadnąć, ale takie wskazanie palcem: "Patrzcie! To o to chodzi!" podparte migawką przedstawiającą na zmianę Kathy i Evę jest po prostu niepotrzebne i jak dla mnie niezrozumiałe. Widocznie Lucjan powątpiewał czasem w inteligencję fanów gatunku.
          Osobny akapit należy się słynnej scenie ze ślimakami, z którą wielu po prostu utożsamia "Aenigmę". I powiem szczerze, że zupełnie mnie to nie dziwi. To naprawdę niezwykły fragment kina, który po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. I jest to zdecydowanie najlepsze, co możemy odnaleźć w całym filmie (choć towarzysząca muzyka nie jest specjalnie dobrze dobrana). Gdybym tworzył subiektywny ranking najbardziej zapadających w pamięć momentów z filmów Fulci'ego, pokrywające ciało śpiącej uczennicy muszlowce z pewnością by się na nim znalazły. Nie jest to co prawda czysty kult, jak w przypadku pamiętnego przewiercenia głowy w "City of the Living Dead", czy ataku pająków w "The Beyond", ale również zasługiwałby na umieszczenie na takiej liście.
          Tani, niewyszukany, niedopracowany i miejscami głupawy, ale ciągle jednak na swój sposób przyjemny kawałek niezbyt wymagającego kina z późniejszego okresu twórczości Fulci'ego. Godny polecenia właściwie jedynie ze względu na niezwykłą scenę ze ślimakami. Dla fanów Fulci'ego będzie to wystarczająca rekomendacja, dla innych - niekoniecznie.

Ocena
3/6