AMOKLAUF
(Amoklauf)

Embalmer


Reżyseria:
Uwe Boll

Scenariusz:
Uwe Boll

Obsada:
Martin Armknecht
Christian Kahrmann
Susanne Leutenegger
Michael Rasmussen
Birgit Stein


Kraj:
Niemcy

Rok produkcji:
1992

Czas trwania:
51 minut

Zrecenzowano:
08.02.2006

          Twórczość Uwe Bolla (przynajmniej od momentu, gdy wylądował w Hollywood) przyprawia o mdłości zarówno wielbicieli gier komputerowych, jak i miłośników horroru. Ośmielam się wręcz twierdzić, że obecnie nie ma w filmowym światku bardziej znienawidzonego reżysera od Niemca. W zasadzie trudno się dziwić wszystkim tym, którzy z uporem wieszają na Bollu psy, bo zrealizowane przez niego adaptacje znanych i lubianych gier komputerowych (kolejno „House of the Dead”, „Alone in the Dark” i „Bloodrayne”) to filmy ze wszech miar nędzne, tandetnie zagrane i ocierające się o zamierzony kicz. Na wielu witrynach internetowych, w tym na IMDb nadano nawet Uwe przydomek ‘niemieckiego Eda Wooda’. Sam Boll niewiele sobie z tego zamieszania robi i już przymierza się do przeniesienia na ekran kolejnych gier komputerowych m.in. „Postal” oraz „Far Cry”. „Amoklauf” pochodzi z początkowego okresu filmowej kariery tego chcąc nie chcąc niesławnego filmowca, gdy kręcił jeszcze w ojczystym kraju i języku, a swoim mrocznym klimatem chwilami mocno przypomina przygnębiający „Schramm” Buttgereita, znacznie mu jednak ustepując.
          Fabuła „Amoklauf” obraca się wokół wyalienowanego mężczyzny, który żyje we własnym świecie, trawiony przez przerażające wspomnienia i wizje. Mieszka samotnie w ponurym mieszkaniu, a pracuje jako kelner w restauracji. Wolny czas spędza na wylegiwaniu się na łóżku i oglądaniu na video „Faces of Death” (widzimy, jak z fascynacją obserwuje sceny zarzynania bydła i owiec w rzeźni oraz egzekucję skazańca na krześle elektrycznym) oraz ostrych filmów porno. W trakcie masturbacji przy kolejnym pornolu do jego drzwi puka mieszkająca obok niebrzydka sąsiadka. Mężczyzna przerywa na chwilę oglądanie, wyjmuje z szuflady nóż, otwiera jej drzwi i dźga ją w brzuch. Umierającą kobietę kładzie na podłodze nieopodal telewizora i powraca do onanizmu nad filmem hard core. Po pewnym czasie ubiera się, zabiera z szufladki naładowany pistolet i wychodzi na dwór. W pobliskim parku zaczyna zabijać...
          Pierwsze co rzuca się w oczy w czasie projekcji „Amoklauf” to niski budżet. Pomimo amatorskiej gry większości obsady film jest przyzwoicie zrealizowany, a akcja przykuwa do ekranu. Na uwagę zasługuje raczej posępny i odpychający klimat obrazu, ale horror Bolla nie szokuje tak skutecznie jak „Schramm” czy mój austriacki faworyt „Angst”. W dużej mierze wpływa na to kiepska gra aktorska i nieco ospałe tempo akcji. Dość mało też w filmie gore, które ogranicza się do pokazania kilku morderstw popełnionych przez mężczyznę za pomocą noża i spluwy oraz jednej sceny samobójstwa. Jedynie zabijanie zwierząt w rzeźni (wyciągnięte z pierwszej części serii „Faces of Death”) i ucinanie łba żywej rybie mogą co wrażliwszych widzów zaszokować. Końcowa sekwencja masakry w parku jest fajnie nakręcona, ale nie wywarła na mnie większego wrażenia.
          Pomimo kilku niedociągnięć „Amoklauf” zostaje w pamięci i to jest jego największa zaleta. Ba, będę wręcz obstawał na stanowisku, że Boll już nigdy nie nakręci lepszego reprezentanta gatunku. Doprawdy przy tak żałosnym śmieciu, jakim jest „House of the Dead”, „Amoklauf” wygląda niczym arcydzieło. Warto sięgnąć po ten unikat.

Ocena
3/6