CANNIBAL MERCENARY
(Cannibal Mercenary)

Embalmer


Reżyseria:
Hong Lu Wong

Scenariusz:
-

Obsada:
Lek Songphon
Sugud Namchan
Rom Rachan
Sormud Charekchema


Kraj:
Tajlandia

Rok produkcji:
1983

Czas trwania:
103 minuty

Zrecenzowano:
18.02.2006

          W ciągu ostatnich kilku lat miał miejsce prawdziwy wysyp tajskich horrorów, ale z poziomem tych produkcji bywało różnie. Z tych najbardziej rozpoznawanych warto wymienić choćby „The Eye”, „Shutter”, „Krasue”, „Ab-normal Beauty”, „Zee-Oui” i „Art of the Devil”. Niewielu miłośników azjatyckiej grozy wie natomiast o „Cannibal Mercenary” z 1983 roku – wyjątkowo brutalnym filmie eksploatacji odzianym w szaty kina wojennego. Nic w tym dziwnego, gdyż dokopanie się do tej niskobudżetowej produkcji graniczy niemalże z cudem.
          Wilsona, byłego żołnierza, prześladują traumatyczne wspomnienia wojenne. Jego córeczka jest poważnie chora, a to jeszcze wzmaga cierpienia ojca. Pewnego dnia u Wilsona pojawia się dawny zwierzchnik i składa mu kuszącą propozycję. Weteran wojenny otrzyma 500 tysięcy dolarów, jeśli podejmie się wykonania sekretnej misji w wietnamskiej dżungli. Po chwili wahania Wilson zgadza się, w końcu za taką sumę pieniądzy będzie mógł sfinansować operację dziewczynki. Niedługo potem zostaje przywódcą grupki gotowych na wszystko najemników i trafia wprost do zielonego piekła. Wszędzie czai się wróg, z którym dochodzi do kilku krwawych potyczek, należy też uważać na dzikie zwierzęta oraz sprytnie zastawione pułapki. Skład grupki z czasem zaczyna się uszczuplać, gdyż giną niektórzy z jej członków, a wśród pozostałych narasta nerwowa atmosfera, ale misja jest kontynuowana. Po licznych perypetiach czwórka żyjących najemników z Wilsonem na czele dociera do malutkiej wioski, gdzie natyka się na łączniczkę. Kobieta informuje ich o celu misji: mają za zadanie zabić nielojalnego pułkownika kierującego organizacją przemycającą narkotyki. To okrutny człowiek, który w swym obozie lubi torturować i wieszać swoje ofiary oraz przyglądać się ich agonii. Traf chce, że Wilson i pozostali towarszysze broni wpadają w ręcę owego okrutnika i jego kohorty. Okazuje się, że tubylcy współpracujący z pułkownikiem to spragnieni krwi kanibale, którzy lubią się w szczególności żywić świeżym ludzkim mózgiem. Czy Wilsonowi oraz jego kompanom uda się przeżyć?
          Film Hong Lu Wonga rozpoczyna się informacją, że jest to „opowieść człowieka, który nie potrafił zapomnieć brutalnej wojny!”. Zaraz potem widzimy toczące się czołgi, plujące ogniem karabiny maszynowe i liczne ekspolzje. Poznajemy też Wilsona, cynicznego ex-żołnierza, który wraca na wojenną ścieżkę, o której tak usilnie próbował zapomnieć, bo chce pomóc swojemu jedynemu dziecku. Gdy akcja „Cannibal Mercenary” przenosi się do wietnamskiej dżungli, film robi się naprawdę okrutny. Przykładowo grupka Wilsona eliminuje paru członków Vietcongu: jeden zostaje zdekapitowany, drugi kończy z poderżniętym gardłem, inny ginie od kul. Wszystko to jest pokazane w wyrazisty i realistyczny sposób, więc co wrażliwsi powinni sobie ten obraz darować.
          Sporym zaskoczeniem dla mnie była przyzwoita i przekonująca gra prawie całej obsady oraz ciekawa praca kamery, momentami stwarzająca wrażenie uczestniczenia wraz z Wilsonem i jego straceńcami w krwawych wydarzeniach na ekranie. Zauważalnym mankamentem „Cannibal Mercenary” jest natomiast kiepski montaż. Słowko wypada rzec na temat scieżki dźwiękowej, bowiem muzyka w obrazie Hong Lu Wonga została prawie w całości ukradziona z soundtracku grupy Goblins do europejskiej wersji „Dawn of the Dead”, ale w kilku ultra-brutalnych sekwencjach sprawdza się znakomicie. Efekty gore wyglądają co prawda amatorsko, cóż jednak z tego, jeśli „Cannibal Mercenary” szokuje intensywną brutalnością. Przykładowo jeden z ludzi Wilsona, po schwytaniu przez tubylców pułkownika, zostaje zagrzebany w piachu, tak że na zewnątrz wystaje jedynie jego głowa. Następnie pułkownik otwiera mu czaszkę za pomocą młotka i dłuta. Tryska krew, zaczyna wypływać na wierzch mózg, po czym kanibale rozpoczynają ohydną ucztę. Innemu nieszczęśnikowi sadystyczny pułkownik wydłubuje oczy gołymi rękoma. Uff, zwolennicy gore powinni być zadowoleni!
          Wersja eksportowa „Cannibal Mercenary” (wydana na niemieckim DVD) jest znacznie okrojona przez cenzurę i trwa zaledwie 82 minuty, toteż nie warto nią sobie zawracać głowy. Należy zatem poszukać niezmiernie rzadkiej wersji 103 minutowej, której dotyczy moja recenzja.

Ocena
4/6