LE PORTE DEL SILENZIO
(Le Porte Del Silenzio)

Buio Omega


Reżyseria:
H. Simon Kittay
(Lucio Fulci)


Scenariusz:
Jerry Madison
(Lucio Fulci)


Obsada:
John Savage
Sandi Schultz
Richard Castleman
Jennifer Loeb


Kraj:
Włochy

Rok produkcji:
1991

Czas trwania:
91 minut

Zrecenzowano:
07.03.2006

          Jest to ostatni film w długiej karierze reżyserskiej Lucio Fulci’ego. Po długich latach krwawych wybryków zakończonych średniawym „Voices From Beyond”, Fulci postanowił nakręcić film, w którym nie skapnie ani jedna kropelka krwi – rzecz to wręcz niesłychana! Zatem niniejszym prezentuję jeden z najmniej znanych i bardzo trudno dostępnych filmów Lucjana: „Le Porte Del Silenzio”.
          Luizjana, późne popołudnie, zachodzące słońce, droga i… niespodziewane czołowe zderzenie osobowego auta z ciężarówką. Pogrzeb, zapłakana kobieta, Murzyni w orszaku, czerń, wszechogarniający smutek… Melvin Devereux (John Savage), czterdziestoletni biznesmen, wraca samochodem do domu, gdzie czeka stęskniona żona – współwłaścicielka interesu. Na dzień dobry stoi w korku, spowodowanym przejściem procesji pogrzebowej. Wkrótce potem, ma małą utarczkę z policją, lecz wychodzi z niej obronną ręką. Przed Melvinem jeszcze szmat drogi, ale na jego nieszczęście, w czasie długiej podróży dziać się zaczynają rzeczy niezwykłe i przedziwne. Przyjdzie mu spotkać się kilkakrotnie z tajemniczą kobietą w sportowym samochodzie (Sandi Schultz – prywatnie żona Johna Savage’a). Zmierzy się również z karawanem, uparcie zajeżdżającym mu drogę. Sytuacja staje się jeszcze bardziej zagadkowa, gdy Melvin z przerażeniem stwierdza, że w karawanie znajduje się trumna z jego własnym nazwiskiem. Na dodatek zegar w samochodzie i jego własny zegarek stoją od pewnego czasu na 19:29. Czy biznesmen oszalał? Czy może jednak prawda jest zupełnie inna?
          Po nakręceniu średnio-ale-jednak krwistego „Voci dal Profondo”, Fulci postanowił, że w jego następnym filmie nie padnie ani jedna kropla krwi. Słowa dotrzymał, bowiem „Le Porte Del Silenzio” to absolutnie bezkrwawy thriller o samotnym bohaterze stawiającym czoła niecodziennym przeciwnościom losu. Razi co prawda nieudolność wykonania niektórych scen, ale, po pierwsze: u Lucjana to przecież normalka, a po drugie: Lucjan był w tym czasie mocno schorowanym człowiekiem, co z pewnością nie ułatwiało mu reżyserskiego zadania. Jednakże nie ma się czym specjalnie przejmować – film ogląda się przyjemnie, a co poniektóre sekwencje potrafią trzymać w napięciu. Co do końcówki – można ją sobie interpretować na wiele różnych sposobów. Generalnie jest to nie wyróżniający się niczym wyjątkowym dreszczowiec, który jest o tyle ciekawy, że mało popularny i poza Japonią jeszcze nigdzie nie wydany do tej pory na DVD. Miejmy nadzieję, że nadejdą lepsze czasy i „Le Porte Del Silenzio” doczeka się przyzwoitego wydania na DVD, by kolekcjonerzy twórczości Lucjana mogli wzbogacić swoje zbiory o ten tytuł. Postarajcie się go zdobyć, a być może nie zawiedziecie się. Trójeczka z plusem.
          Z ciekawostek:
- film powstał w wytwórni Filmirage, założonej przez Joe D’Amato.
- dla celów dystrybucyjnych, nazwisko reżysera zostało zmienione na H. Simon Kittay. Jak opowiadał sam Fulci, zrobiła to jakaś zołzowata agentka, której okropnie śmierdziało z ust :)

Ocena
3+/6