DOM 2: NASTĘPNA HISTORIA
(House 2: The Second Story)

LOBO


Reżyseria:
Ethan Wiley

Scenariusz:
Ethan Wiley

Obsada:
Arye Gross
Jonathan Stark
Royal Dano
Lar Park Lincoln
John Ratzenberger


Kraj:
USA

Rok produkcji:
1987

Czas trwania:
85 minut

Zrecenzowano:
11.01.2006

          Byliście w pierwszym „Domu”? Jeśli tak to w imieniu reżysera, Ethana Wiley’a, zapraszam do drugiego, w którym dawka głupoty osiągnęła swe wyżyny. Ponury cmentarz, prehistoryczna dżungla w pokoju na piętrze oraz miasteczko z Dzikiego Zachodu to jedne z wielu atrakcji czyhających za progiem owego domostwa. Prawie 90-minutowy proces odmóżdżania, który w nawale absurdu potrafi porwać widza w wir kiczu tak szalony, iż momentami nie sposób się nie roześmiać.
          Po 25 latach młodzieniec o imieniu Jesse, wraz z żoną, Kate, powraca do rodzinnego domu. Już pierwszej nocy odwiedzają ich podpici znajomi, którym wiekowa budowla przypada do gustu do tego stopnia, że zatrzymują się na dłużej. Za dnia Jesse bada budynek, a tym samym własne korzenie. W końcu odnajduje rodzinny album i fotografię prapradziadka, Jessego McLaughlina, trzymającego w ręku kryształową czaszkę. Znajomy pana domu, Charlie, wpada na pomysł by odwiedzić cmentarz i wykopać starego grzyba, snując przypuszczenia, iż drogocenny kamień znajduje się w trumnie. I rzeczywiście, znajdują czaszkę oraz prapradziadka, który miewa się dobrze, karze nazywać się Gramps i ma wielką ochotę strzelić sobie browara.
          Owo pragnienie zaspokaja już na początku, co zaowocowało zabawną sceną picia wina pod gwiazdami. Niestety tak udanych sekwencji jak ta w filmie Wiley’a jest niewiele. Praktycznie wszystko, co pokazano w „Domu 2” jest nasycone tandetą, absurdem i głupotą. Możemy zarzucić reżyserowi wiele, lecz z pewnością nie bezmyślność. Jest to bowiem pomimo braku wszelkiego artyzmu obraz przemyślany w ramach swej konwencji, będącej połączeniem komedii i horroru, co sprawia, iż można go traktować jako rasowego reprezentanta kiczowatego kina amerykańskiego drugiej połowy lat 80-tych. Szmirowate piosenki rozlewają się po kadrach, obciachowe stroje w jaskrawych kolorach dają po oczach, a schemat ściga schemat, serwując solidną garść filmowych odwołań. Są to minusy, które w wyjątkowych przypadkach potrafią grać na korzyść filmu, niestety „Dom 2” do nich nie należy. Wystarczy wspomnieć karkołomne ewolucje taneczne wykonywane przez zombi-dziadka na przyjęciu zorganizowanym przez Charliego, które są tak beznadziejne, że aż brzydzi się patrzeć. A jednak rola Royala Dano, wcielającego się w postać Grampsa, bawi w pewien szczery sposób i nie twierdzę tak tylko szacunku dla zmarłego w 1994 roku aktora czy też sympatii do kiczu. Dano naprawdę się postarał i w kilku scenach wypada znakomicie, dlatego też pozytywna ocena wieńcząca ową recenzję, to w połowie jego zasługa. Przed śmiercią Dano zagrał jeszcze w kilku filmach, między innymi horrorze Georgea A. Romero „The Dark Half”, była to jego ostatnia rola.
          Najciekawszą postacią w filmie jest jednak Bill, który pojawia się z nikąd by naprawić usterkę, a ostatecznie okazuje się kimś więcej niż zwykłym elektrykiem. Jego przybycie do domostwa McLaughlinów pociąga za sobą szereg przezabawnych sytuacji, będących najlepszymi, jakie zaistniały w obrazie Wiley’a. Jednakże reżyser wolał postawić na tandetę i szybko zszedł ze ścieżki inteligentnego dowcipu by dziarsko podążyć szlakiem przecieranym od lat przez eksploratorów pokroju Eda Wooda czy Teda V. Mikelsa. Zatem witaj w dżungli drogi widzu, mieści się ona w salonie na piętrze. Zawiera gumowe dinozaury, jednego człekokształtnego oraz coś przypominające kreta, na co można by zapolować, ale nie da się z tym rozmawiać. Żeby było zabawniej z prehistorycznego salonu ucieka pisklę pterodaktyla robiąc mnóstwo zamieszania na parterze, a Gramps przygarnia szczekającą dżdżownicę. Najzabawniejsze jest to, że obraz tak przesiąknięty kiczem w 1989 roku na odbywającym się w Portugalii od 24 lat festiwalu Fantasporto, zdobywa nominację w kategorii najlepszy film. Zatem w horrorze Wiley’a, poza postaciami Grampsa i Billa musi być coś jeszcze wartego uwagi. I jest, muzyka Harry’ego Manfrediniego, będąca połączeniem melodii rodem z klasycznych filmów grozy z wesołym country. Szczerze powiedziawszy szkoda jej do takiego obrazu, lecz przynajmniej jak nie oko, to jest na czym ucho zawiesić.
          Reasumując „Dom 2” to esencja durnoty i tandety z żenującym zakończeniem, wyprodukowana na cierpiącego chyba z powodu zbyt dużej ilości pieniędzy, Seana S. Cunninghama. Kilka plusów, o których wspomniałem oraz wspaniały, gęsty cmentarz z początkowych sekwencji nie są w stanie uratować „dzieła” Ethana Wiley’a, twórcy scenariusza pierwszej części. Bzdura, która mimo swej głupoty nudna nie jest, ale zadowolić może tylko dziecko, w końcu „ten dom jest świątynią tak fantastyczną jak żadna z piramid czy zamków, jakie kiedykolwiek widzieliście, nie zna czasu ani przestrzeni, ani żadnego z tych głupstw”.

Ocena
2-/6