DOM PRZY CMENTARZU
(Quella villa accanto al cimitero)

Borg


Reżyseria:
Lucio Fulci

Scenariusz:
Lucio Fulci
Dardano Sacchetti
Giorgio Mariuzzo


Obsada:
Paolo Malco
Katherine MacColl
Giovanni Frezza
Ania Pieroni


Kraj:
Włochy

Rok produkcji:
1981

Czas trwania:
87 minut

Zrecenzowano:
03.03.2006

          Większość ludzi na pytanie, z czym im się kojarzy słowo „dom” odpowiedziałoby, że z ciepłem rodzinnym, spokojem, poczuciem bezpieczeństwa. Twórcy tzw. kina familijnego propagują taki obraz i dlatego w typowej produkcji tego typu widzimy ładny schludny, domek na przedmieściach, otoczony kwitnącym ogrodem, gromadkę dzieci (wraz z niemal obowiązkową nianią/gosposią) no i psa. U twórców horrorów dom wydaje się jednak wywoływać inne skojarzenia i dlatego zamiast wyżej opisanego idyllicznego obrazu widzimy stary, ponury budynek, zamiast ogrodem otoczony cmentarzem i co najmniej dziwną nianię. Oczywiście ten krótki opis dotyczy filmu „Dom przy Cmentarzu”. Zamiana sielankowej wizji domu rodzinnego w koszmar szczególnie mnie nie dziwi. Łatwo jest wywołać u widza klimat zagrożenia i atawistycznego lęku w drodze zamiany tego, co kojarzy się ze spokojem, szczęściem, pomyślną przyszłością w koszmar, destrukcję całego życia. Lucio Fulci nie jest oczywiście jedynym, który sięgnął po ten schemat, ale jego film wyróżnia się spośród innych.
          Rodzina Boyle’ów przeprowadza się z Nowego Jorku na pół roku do starego domu na prowincji. Dla Normana Boyle’a ma to być okazja do zakończenia badań, które wcześniej w tym miejscu prowadził jego przyjaciel. Ów przyjaciel z niewiadomych powodów zaszlachtował swoją kochankę, a następnie się powiesił. Dla pozostałej części rodziny zmiana miejsca zamieszkania ma stanowić okazję do wypoczynku. Mały Bob jeszcze przed wyjazdem widzi postać dziewczynki, która przestrzega go przed wprowadzeniem się do nowego domu. Jego matka – Lucy – bagatelizuje spostrzeżenia syna. Gdy rodzina przyjeżdża do miejscowości, w której mają zamieszkać Bob ponownie widzi postać ostrzegającej go dziewczynki. Lucy już w chwili pierwszego kontaktu z domem czuje dziwne zaniepokojenie i zaczyna powątpiewać w słuszność decyzji o przeprowadzce. Wnętrze domu potęguje ten stan. Pierwsza noc nie jest spokojna, jakieś dziwne odgłosy zakłócają ciszę mieszkańców. Nie lepiej jest i następnego dnia, gdy Lucy znajduje w środku domu nagrobek, a i zachowanie nowej opiekunki budzi wątpliwości. Norman stara się uspokoić żonę, lecz oboje nie przeczuwają, jaki koszmar wkrótce „wylezie” z zabitego gwoździami wejścia do piwnicy.
          Jak łatwo zauważyć fabuła nie jest ani specjalnie odkrywcza ani skomplikowana, ale to nie ona stanowi o atrakcyjności tego horroru. Najmocniejszą jego stroną jest klimat i atmosfera, jaką tworzy dla oglądającego. Składają się na to scenografia, wystrój wnętrz, praca kamer i muzyka. Fani klasycznego horroru będą zadowoleni z takiego sposobu budowania napięcia, a nie faszerowania efektami specjalnymi. Przez cały czas miałem uczucie wszechobecnego lepkiego wręcz namacalnego zła skupiającego się w ponurym domu. Efekty gore, choć nie występują zbyt często są naprawdę dobrze wykonane. Sceny podrzynania gardła i przekłucia tętnicy szyjnej zrobiono bardzo profesjonalnie i robią wrażenie. No ale do tego Lucio Fulci zdołał już przyzwyczaić widzów.
          Bardzo dobrym pomysłem budującym klimat było zastosowanie prostego triku: widz właściwie do końca projekcji nie wie, co czai się mrokach posiadłości i widzi jedynie skutki działania zła. Zabieg ten powoduje, iż z niecierpliwością czeka na kolejną akcję i wyjaśnienie zagadki. Końcówka stanowi niewątpliwie największa zaletę obrazu i zaciera złe wrażenie w stosunku do pewnych elementów filmu. Zapewniam, iż niejeden zaliczy opad szczeki zanim nastąpią napisy końcowe i zacznie się zastanawiać, o co właściwie we wszystkim tym, co obejrzał chodziło.
          „Dom przy Cmentarzu” jest filmem dobrym, dla wielu klasykiem, ale nie znaczy to, że jest pozbawiony wad. W pierwszej scenie widzimy brutalne morderstwo młodej dziewczyny. Scena ta budzi nadzieję, iż będziemy mieli do czynienia z zastosowaniem starej zasady: najpierw trzęsienie ziemi a potem coraz ostrzej. Tak jednak się nie dzieje, akcja rozwija się powoli i właściwie podczas całego filmu występuje wiele dłużyzn i nie popychających akcji do przodu elementów. W moim przypadku nie była to jakaś wielka wada i nie przeszkadza mi powolne budowanie napięcia i zbędne przestoje, ale zwolenników szybkiej akcji i montażu rodem z teledysków musze przestrzec, iż mogą poczuć się znudzeni i znużeni już po pół godzinie projekcji. Kolejnym uchybieniem, w mojej ocenie, jest nie do końca dopracowany wątek dziwnej opiekunki. Można było z tego „wyciągnąć” więcej, nieco rozbudować tą postać i bardziej wpleść w główny wątek i końcówkę. Najpoważniejszą wadą filmu Lucio Fulci'ego jest fatalna gra aktorska. Aktorzy to chyba zupełni amatorzy. Grają sztywno i bez przekonania. Dotyczy to niestety wszystkich postaci.
          „Dom przy Cmentarzu” polecam wszystkim zwolennikom atmosferycznego kina grozy, którym nie przeszkadza momentami ospałe tempo akcji i są w stanie tolerować drewniane aktorstwo. Dla fanów Lucio Fulci'ego to pozycja obowiązkowa.

Ocena
4+/6