LA CASA NEL TEMPO
(La Casa nel tempo)

Buio Omega


Reżyseria:
Lucio Fulci

Scenariusz:
Lucio Fulci

Obsada:
Keith Van Hoven
Karina Huff
Paolo Paoloni
Bettina Milne


Kraj:
Włochy

Rok produkcji:
1989

Czas trwania:
82 minuty

Zrecenzowano:
12.03.2006

          ''... if time turned back, our sins would also have to start anew..."
            - Honore de Balzac

          “La Casa Del Tempo”, znany bardziej jako “House of Clocks” to drugi z popełnionych przez Fulciego telewizyjnych filmów z serii “House of Doom”. W porównaniu do beznadziejnego „The Sweet House of Horrors”, „House of Clocks” to całkiem przyzwoity kawałek włoszczyzny.
          Troje młodocianych złodziejaszków podróżuje samochodem po Włoszech i oddaje się błogiej przyjemności okradania miejscowych sklepów. Wieczorem postanawiają okraść okazałą willę stojącą gdzieś na bezdrożach, wykorzystując swój bezgraniczny spryt i urok osobisty. Mieszkańcami willi okazuje się być para – z pozoru – sympatycznych staruszków, Sara i Vittorio. Willa pełna jest przeróżnych zegarów, którymi troskliwie opiekuje się Vittorio. Młodzi ludzie nie wiedzą, że starsi państwo skrywają kilka ponurych sekretów i nie są wcale tacy kryształowi. Dochodzi do sprzeczki, a chwilę potem do strzelaniny. Staruszkowie giną… i dzieje się rzecz niespotykana: w momencie, gdy Vittorio i Sara wydają ostatnie tchnienie, wszystkie zegary w domu zaczynają cofać czas. Za kilka chwil starsi państwo powrócą do świata żywych, by okrutnie się zemścić.
          To chyba ostatni porządnie zrobiony horror przez Mistrza Fulciego. I choć zrobiony został dla telewizji (co równa się rzecz jasna oszczędnym gospodarowaniem makabrą i krwawymi sekwencjami), to nadspodziewanie sporo w nim czerwonego płynu oraz chwil grozy. Śmiem twierdzić, że gdyby był to film kinowy, a nie telewizyjny, byłby jeszcze krwawszy. Myślę jednak że w takim kształcie, w jakim ujrzał światło dzienne z pewnością zadowoli fanów Lucio Fulciego. Gra aktorska nie należy może do najlepszych, ale interesujące są role obojga staruszków – niby mili, sympatyczni, a w istocie okrutni i bezwzględni. Zupełnie odwrotna sytuacja dotyczy odtwórców ról młodych bandytów – mieli być groźni a są raczej śmieszni i mało przekonywujący. Niewątpliwie cieszy obecność Ala Clivera – rudowłosego aktora, który zagrał aż w 9 filmach Lucjana. Film cechuje dobry, ponury klimat (+ nieustanne tykanie zegarów) i nastrojowa muzyka Vince’a Tempery.
          Z pewnością warto zapoznać się z tym ciekawym filmem, stąd też moja wysoka ocena końcowa.

Ocena
4/6