LIVE FEED
(Live Feed)

Embalmer


Reżyseria:
Ryan Nicholson

Scenariusz:
Ryan Nicholson
Roy Nicholson


Obsada:
Kevan Ohtsji
Taayla Markell
Rob Scattergood
Stephen Chang
Lee Tichon


Kraj:
Kanada

Rok produkcji:
2006

Czas trwania:
81 minut

Zrecenzowano:
13.02.2006

          Ryana Nicholsona mogę śmiało uznać za mojego przyjaciela. Zapewne wielu czytelników Danse Macabre pamięta wywiad mego autorstwa z Ryanem, który dotyczył jego szokującego krótkometrażowego debiutu „Torched” i znajdującego się w owym czasie w końcowym etapie realizacji „Live Feed”. Pod koniec 2005 roku ruszyła wreszcie oficjalna strona „Live Feed”, a niespełna dwa tygodnie temu dostałem od Ryana maila, w którym obiecał mi podesłać screener swego dziewiczego pełno metrażu. Jak obiecał, tak zrobił i od 9 lutego DVD „Live Feed” znajduje się w mojej kolekcji. Dla mnie to zaszczyt recenzować ten horror, tym bardziej że robię to na długo przed jego premierą, która przewidziana jest na wiosnę 2006 roku. Danse Macabre jest więc pierwszą stroną w Internecie, na której odnajdziecie recenzję niniejszego filmu. Czy warto jest czekać na premierę „Live Feed”? Odpowiedź jest oczywista: jeśli lubicie ostre kino gore jednocześnie nawiązujące do popularnego w latach 70-tych i na początku lat 80-tych nurtu grindhouse exploitation to na pewno nie będziecie zawiedzeni.
          Piątka turystów spędza wakacje w bliżej nieokreślonym azjatyckim mieście. W skład wesołej ekipy wchodzą muskularny Mike, jego dziewczyna Sarah, Linda, urocza Azjatka Emily i jej chłopak Darren. Najpierw zwiedzają chiński jarmark nocny, gdzie sprzedawane jest między innymi mięso psów. I tak wszyscy są świadkami zarżnięcia tasakiem przez miejscowego rzeźnika sympatycznego pieska. Aby uspokoić nieco skołatane nerwy cała piątka ląduje w barze karaoke. Tam Emily poznaje przystojnego nieznajomego z Japonii o imieniu Miles. Kiedy jednak podchmielony piwem Mike wylewa złocisty trunek na bossa Triady, kóry wraz ze swoim gangiem odwiedził bar, sytuacja robi się napięta. Miles niezwłocznie przeprasza przywódcę mafii i Mike zostaje puszczony wolno. Następnie grupka, ignorując ostrzeżenia Milesa, postanawia spędzić noc w kinie porno zwanym Venus Theatre. Wszyscy kupują wejściówki u obrzydliwego długowłosego Chińczyka i wkraczają do ohydnego budynku. Niestety ich tropem podąża boss Triady wraz z gangiem, bowiem musicie wiedzieć, iż to właśnie kino jest miejscem, w którym zaspokaja on swoje najbardziej zwyrodniałe żądze, oglądając cierpienia torturowanych i mordowanych w obleśnych pokojach ofiar i odżywiając się ludzkim mięsem, specjalnie przyrządzanym przez osobistego kucharza. Dla piątki turystów ta noc zamieni się w przerażające piekło i rozpocznie się brutalna walka o przetrwanie. Wkrótce z odsieczą przyjdzie Miles i wówczas dojdzie do totalnej rzeźni...
          W wywiadzie Ryan zapewniał mnie, że „Live Feed” będzie szokująco krwawy i nie rzucał słów na wiatr. Gore jest tutaj mnóstwo - zobaczymy min. gejzery posoki tryskające z przebijanych samurajskim mieczem ciał, rozcinanie kobiecej piersi, przypalanie twarzy acetylenowym palnikiem, otwieranie brzucha, rozczłonkowywanie ciała, ucinanie głowy, itd. Co powiecie na przykład na scenę, gdy jednej z głównych bohaterek filmu wtłoczono do ust szklaną rurę, a do jej środka wepchnięto jadowitego węża. Kobieta połyka oślizgłe paskudztwo, oprawca wprawnie zaszywa jej usta, a potem jednym cięciem rozpruwa brzuch, aby wydobyć z powrotem wijącego się gada. Wrażenie wywiera również przypominający posturą Leatherface’a i odziany w gumowy strój i maskę sado-maso morderca z przypominającym maszynkę do mięsa otworem na usta. Ilekroć ten upiorny sadysta zabierał się do torturowania i zabijania cierpła mi na plecach skóra. Skórzana Twarz byłby z pewnością dumny z takiego towarzysza.
          Ale „Live Feed” to przecież nie tylko kawał krwawego ochłapu, to także frapująca i sprawnie opowiedziana historia, która nie pozwoli widzowi się nudzić. Ze strony Ryana naprawdę dobrym posunięciem było umieszczenie pokaźnej części fabuły w obleśnym kinie porno. Dodało to filmowi odpowiedniej dawki brudu, bo miejsce owo jest doprawdy obrzydliwe. Słabo oświetlone, ziejące nieprzeniknionym mrokiem, składające się z kinowej sali, kilku przeznaczonych na zażywanie rozkoszy pokoi (w filmie używanych jako tzw. miejsca tortur) i brudnej, od góry do dołu wytapetowanej pornograficznymi zdjęciami toalety. Mocnym punktem filmu jest również industrialna ścieżka dźwiękowa – tym razem reżyser zrezygnował z metalu i horror rapu (jak było w „Torched”) na rzecz mrocznej elektroniki, która znakomicie komponuje się z krwawą rzeźnią na ekranie.
          Na koniec warto króciutko wspomnieć o poziomie aktorstwa, a tenże jest całkiem przyzwoity. Zwraca na siebie szczególnie uwagę Stephen M.D. Chang w roli zdegenrowanego przywódcy Triady, który uwielbia patrzeć na cierpienia torturowanych i zabijanych ofiar. Taayla Markell jako Emily emanuje nie tylko wdziękiem, ale też wewnetrzną siłą przemieniając się pod koniec filmu w prawdziwą maszynę do zabijania, natomiast Kevan Ohtsji (Miles) wypada przekonująco jako dyszący pragnieniem odwetu, uzbrojony w gnata oraz niebezpieczny heros w koszulce Macabre („Murder Metal”, jeśli się nie mylę). W filmie znajdziemy nadto dwie sceny seksu i gorący taniec striptizerki na rurze, tak więc i fani nastawieni na sleaze znajdą w „Live Feed” coś dla siebie.
          Życzyłbym entuzjastom horroru typu gore, aby jak najszybciej zapoznali się z „Live Feed”, bo Ryan Nicholson jest w swym fachu znakomity. Już podobno szykuje się do realizacji „Dead Feed” czyli prequela do „Live Feed”, którego część ma zostać nakręcona w Chinach. No cóż, trzymam kciuki za powodzenie tego projektu.

Ocena
4+/6