UNA LUCERTOLA CON LA PELLE DI DONNA
(Una Lucertola con la pelle di donna)

grzEGOrz


Reżyseria:
Lucio Fulci

Scenariusz:
Lucio Fulci
Roberto Gianviti
Jose Luis Martinez Molla
Andre Tranche


Obsada:
Florinda Bolkan
Stanley Baker
Jean Sorel
Silvia Monti


Kraj:
Włochy

Rok produkcji:
1971

Czas trwania:
105 minut

Zrecenzowano:
12.03.2006

          Analiza krytyczna nurtu giallo , szczególnie w w wydaniu autorów anglojęzycznych, koncentruje się głównie na dwóch zdawałoby się kluczowych twórcach - Mario Bavie (jako inicjatorze tego niezmiernie popularnego nurtu) i Dario Argento (jako najpełniejszych wyrazicielu jego założeń). Jednak nie byłoby mowy o całym fenomenie tych włoskich thrillerów, gdyby nie całe rzesze reżyserów powielających, przerabiających i rozwijających w różnych kierunkach to, co zaproponowali w swoich obrazach dwaj wymienieni autorzy. Do grona mniej lub bardziej utalentowanych kontynuatorów spuścizny "A Girl Who Knew Too Much" i "Blood and Black Lace" pod koniec lat '60 dołączył Lucio Fulci, który także chciał się wskoczyć do pociągu z napisem "giallo". "Lizard in Woman's Skin" to jego drugi film zrealizowany w tej poetyce.
          Carol, młoda kobieta z wyższych londyńskich sfer, regularnie odwiedza swojego psychologa, który za pomocą analizy snów próbuje uświadomić pacjentce, jej prawdziwe pragnienia i obawy. Dziewczynę nawiedza powracający sen, w którym oddaje się miłosnym zabawom ze swoją atrakcyjną sąsiadką, prowadzącą bardzo towarzyski tryb życia Julią. W jednym ze snów Carol morduje Julię. Opowiada o tym doktorowi. Zbiegiem okoliczności (?) wkrótce ofiara z sennego koszmaru staje się ofiarą w realnym życiu. Co więcej, sposób popełnienia morderstwa dokładnie odpowiada wizji Carol ze snu! Policja dość szybko łapie podejrzanego, który przyznaje się do winy, jednak pewne szczegóły świadczą o tym, że to nie młody Irlandczyk był zabójcą. Być może ktoś próbuje doprowadzić dręczoną przez niezwykłe sny kobietę doprowadzić do obłędu. A może to ona sama cierpi na rozdwojenie jaźni?
          W "Lizard In Woman's Skin" jak w soczewce skupia się kilka charakterystycznych dla giallo motywów tematycznych. Jest oczywiście morderstwo - to wszak konstytutywny dla gatunku element. Jest obecna podskórnie w większości obrazów tego typu psychoanaliza. Tym razem w wydaniu jawnym - jest postać doktora Kerra, który objaśnia bohaterce znaczenie jej snów. Jak to już z psychoanalizą bywa teorie przedstawiane przez psychologa są mocno powierzchowne i banalne. Ale w końcu to film kryminalny więc nie wymagajmy zbyt wiele. Tu motyw terapii jest elementem mimo wszystko drugoplanowym, choć ma istotne znaczenie dla fabuły. Następnie mamy szantaż. To również często występujące w filmach z kraju makaronu i oregano rozwiązanie fabularne. Jest i nagość. W końcu Lucio Fulci lubił pokazywać kobiece ciała. W tym wypadku z lekką domieszką perwersji (choć oczywiście daleko mu do takich tuzów jak Joe D'Amato czy Andrea Bianchi). Poza tym warto pamiętać, że włoska kinematografia komercyjna była nastawiona w dużej mierze na kopiowanie pomysłów amerykańskich, podlewając je specyficznym sosem, który trafić miał w gusta rodzimej publiczności. A nie od dziś wiadomo, że seks i przemoc to najbardziej chwytliwe tematy. Następnie mamy obrazowe, starannie zaplanowane sceny zabójstw. To kolejna charakterystyczna cecha tego subgatunku. I choć Fulci nie jest takim wirtuozem obrazu jak Argento czy Bava, to miłośnicy jego twórczości odnajdą charakterystyczny "Fulci touch" w morderstwach i ich usiłowaniach w "Lizard...". Jest wreszcie i tytuł, który nie pozwala pomylić tego filmu z żadnym innym gatunkiem. Zapoczątkowana przez Argento i jego "Bird With Crystal Plumage" moda na dziwne tytuły z wykorzystaniem motywów zwierzęcych, również została przez Fulciego wykorzystana. Tak więc drugie giallo przyszłego twórcy "The Beyond" to niejako giallo w pigułce. Akcja filmu meandruje i zwodzi widza, prowadząc od jednego podejrzanego do drugiego, podsuwając mu wiele fałszywych tropów, by w finale zebrać wszystkie poszlaki, pojedyncze zdania poumieszczane w fabule, w efektowne i zaskakujące rozwiązanie.
          Od strony technicznej film prezentuje się bardzo przyzwoicie. Zwraca uwagę zwłaszcza dość przemyślany scenariusz (a to niekoniecznie była najmocniejsza strona Fulciego), który mimo dość dużego udziwnienia zbrodni, jej motywów i konsekwencji, jest całkiem spójny i przekonujący w obrębie świata przedstawionego. Ciekawie wypadają oniryczne sekwencje snów Carol i halucynacyjne sceny, kiedy zdaje się jej, że jest ścigana. To zasługa Luigi Kuveuller'a, który w cztery lata później był operatorem przy opus magnum giallo - "Deep Red". Te surrealistyczne sceny tworzą ciekawy kontrapunkt dla toczącego się na pierwszym planie śledztwa, dodają dodatkowego smaczku daniu przyrządzonemu przez kultowego włoskiego reżysera. Gra aktorska nie jest może szczególnie przekonująca, ale przynajmniej Lucio miał oko do ładnych odtwórczyń ról kobiecych. Muzykę skomponował Enio Morricone, choć nie jest to może jego najwybitniejsza ścieżka dźwiękowa, udanie harmonizuje z obrazem. "Lizard in Woman's Skin" to udana wyprawa Fulciego na tereny giallo. Może nie tak zapadająca w pamięć jak "Seven Notes in Black", czy tak spójna konstrukcyjnie jak "Don't Torture a Duckling", ale na pewno interesująca i warta obejrzenia. W końcu nie samymi zombi fan Lucka żyje...
         
         

Ocena
4+/6