LO SQUARTATORE DI NEW YORK
(Lo Squartatore di New York)

Embalmer


Reżyseria:
Lucio Fulci

Scenariusz:
Lucio Fulci
Dardano Sacchetti
Gianfranco Clerici
Vincenzo Mannino


Obsada:
Jack Hedley
Paolo Malco
Alexandra Delli Colli
Howard Ross
Zora Kerova


Kraj:
Włochy

Rok produkcji:
1982

Czas trwania:
93 minuty

Zrecenzowano:
25.02.2006

          “The New York Ripper” to zdecydowanie najbardziej kontrowersyjny film w karierze włoskiego mistrza gore Lucio Fulci’ego. Już w momencie swej kinowej premiery wywołał gwałtowne protesty wśród widzów zniesmaczonych niezwykle bezkompromisowym ukazaniem przemocy wobec kobiet. Oczywiście Fulci umieszczał wyjątkowo krwawe sceny gore we wcześniejszych horrorach, ale w przypadku „Lo Squartatore di New York” brakuje owej „fantastycznej” otoczki widocznej chociażby w „The Beyond” czy „City of the Living Dead”, która czyniła przemoc tam ukazaną nieco łatwiejszą do przetrawienia. „The New York Ripper” pod względem okrucieństwa może z powodzeniem stanąć w szranki z tak brutalnymi giallos jak „Giallo a Venezia” (1979) oraz „The Killer Is Still Among Us” (1986).
          Zwyrodniały maniak bestialsko morduje atrakcyjne kobiety w Nowym Jorku. W trakcie każdego ataku kwacze niczym disneyowski Kaczor Donald. Najpierw z jego ręki ginie prostytutka, potem zarżnięta zostaje młoda kobieta podróżująca promem na Staten Island. Aby rozwikłać zagadkę sadystycznych zbrodni, detektyw Williams (Jack Hedley) prosi o pomoc trudniącego się psychologicznym profilowaniem doktora Davida (Paolo Malco), który twierdzi, że policja ma do czynienia z osobnikiem o wyjątkowej inteligencji. W tym samym czasie bogata burżujka Jane Lodge (Alexandra Delli Colli) wizytuje pokaz seksualny w dzielnicy czerwonych świateł. W jego trakcie zaczyna się masturbować bacznie obserwowana przez seksualnego sadystę Mickeya Scellendę (Howard Ross). Po zakończeniu pokazu tajemniczy zwyrodnialec morduje jego uczestniczkę wbijając jej potłuczoną butelkę w waginę. Wkrótce organy ścigania natrafiają na pierwszy znaczący trop. Młodziutka dziewczyna Fay Mayors (Almanta Suska) śledzona przez Scellendę staje się obiektem ataku ze strony sprawcy w pustym kinie, lecz udaje jej się przeżyć. Nie pamięta wszystkich szczegółów napaści, ale przypomina sobie, iż rzekomy sprawca nie miał wszystkich palcy u lewej dłoni. Policja rozpoczyna poszukiwania Scellendy, bo wszystko przemawia przeciwko niemu. Ale czy rzeczywiście to on jest spragnionym kobiecej krwi Rozpruwaczem z Nowego Jorku?
          Za najczęściej przywoływany w dyskusjach odnośnie „The New York Ripper” aspekt filmu zwykło się uważać mordercę wydającego odgłosy kaczki w trakcie atakowania i zabijania kobiet. Stanowi on wyraźne odniesienie do wcześniejszego o dziesięć lat giallo Fulci’ego „Don’t Torture a Duckling”. Wielu oglądających kwaczący oprawca może rozśmieszyć, natomiast moim skromnym zdaniem owo udawanie kaczego głosu dodało jego prezencji jeszcze bardziej złowrogiej i niepokojącej aury. Od razu rzuca się w oczy sportretowanie Nowego Jorku jako miasta groźnego, przesyconego rozkładem i brzydotą. Nihilizm wyzierający z ekranu oraz masa sadystycznej przemocy powoduje, że film robi się chwilami naprawdę przygnębiający. Fulci nie bawi się tutaj w żadne subtelności pokazując najbardziej mroczne zakątki ludzkiej natury, a fabuła filmu wręcz kipi od niepohamowanej furii i gniewu. Przerażająco smutny jest zwłaszcza wątek dotyczący niepełnosprawnej małej dziewczynki.
          „Lo Squartatore di New York” to świetnie zrealizowane i nieźle zagrane giallo. Jak zwykle pojawiają się typowe dla reżysera ujęcia np: długie zbliżenia na oczy postaci. Tym, co zdecydowanie wyróżnia „The New York Ripper” spośród pozostałych horrorów Fulci’ego jest realistyczna i okrutna seksualna przemoc. Za najbardziej kontrowersyjną scenę w filmie należy uznać morderstwo dokonane przez maniaka na przywiązanej do łóżka dziewczynie (Daniela Doria). Doria, która dwa lata wcześniej wymiotowała swoimi wnętrznościami w „City of the Living Dead”, tym razem ginie w niezykle sadystyczny sposób. Morderca najpierw okalecza jej piersi żyletką, potem przecina na pół brodawkę, by w końcu rozciąć gałkę oczną. Kamera beznamiętnie ten bestialski mord obserwuje, czyniąc go trudnym do zniesienia dla niewyrobionej widowni. Nadto uczestniczka pokazu seksualnego (Zora Kerova, pamiętna z „Cannibal Ferox”) zostaje zamordowana, gdy maniak wbija jej potłuczoną butelkę w krocze. Te dwie sekwencje są najczęściej komentowane w dyskusjach o „The New York Ripper”, co wcale nie oznacza, że w filmie nie ma innych scen gore. Widzimy, jak morderca dźga wielokrotnie nożem napotkane kobiety, zatapia ostrze w ich ciałach, podcina gardła itd. Agresja wobec przedstawicielek płci pięknej ukazana została w obrzydliwy i zarazem realistyczny sposób, ale Fulci nie uniknął przez to oskarżeń o epatowanie mizoginią. Film wypełnia także spora dawka seksu i erotyzmu (kopulacja na żywo przed widownią w klubie, Latynos zaspokajający znaną z „Zombi Holocaust” Alexandrę Delli Colli za pomocą stopy), co samo w sobie nie jest typowym wyznacznikiem twórczości Fulci’ego
          Moim zdaniem „The New York Ripper” śmiało można uznać za najokrutniejszy i najbardziej zdeprawowany film w bogatym dorobku Włocha. O jego kontrowersyjnym statusie niech świadczy fakt, że na żądanie cenzorów BBFC wszystkie kopie filmu zostały wywiezione z Wielkiej Brytanii w asyście policji. Warto jeszcze dodać, że odwołał się do niego Abel Ferrara w thrillerze z 1985 roku „Fear City”, określając mordercę prostytutek ze swojego filmu przydomkiem ‘New York Knifer’. Na zakończenie nie pozostaje mi już nic innego jak tylko polecić niniejsze giallo początkującym fanom Italo-horroru, bo mniemam, że fanatyczni wielbiciele Fulci’ego znają ten świetnie sfotografowany przez Luigi Kuveillera (fantastyczne zdjęcia do „Deep Red” Dario Argento) film na pamięć.
         

Ocena
4+/6